O pożytku z oglądania starych map
sobota, 22.10.2011 11:52, Autor: Andrzej Kilanowski
O pożytku z oglądania starych map
Mam przed sobą pochodzącą z ok. 1300 roku jedną z najstarszych map Żuław autorstwa Bertmana (zobacz mapę w powiększeniu). I oto wszystko staje się jasne i bardziej zrozumiałe. Dlaczego tu, a nie gdzie indziej powstał Elbląg, skąd się tu wzięli Krzyżacy, że św. Wojciech mógł dotrzeć do Świętego Gaju łodzią. Są to już nie tyle pytania, co logiczne odpowiedzi widniejące na mapie. Zanim zacznę wyjaśniać, proszę samemu znaleźć Wisłę i Nogat. Odnaleźć Malbork, Elbląg, być może także Gdańsk. Odkryć, że Zalew i Drużno zlewają się razem. Że Kanał Jagielloński, to jedna z odnóg delty Nogatu, a tuż przed obecną ul. Żuławską wchodził do Elbląga stary Nogat. Trudno to sobie wyobrazić, ale całość wyglądała naprawdę inaczej. Może to nas trochę dziwić, dla pierwszych osiedleńców tych ziem było jednak logiczne – tylko tu można było wybudować miasto i rozpocząć nowe życie.
Kluczem całości była bowiem komunikacja. Tylko, że dróg i map wtedy nie było. Co więcej wchodzić w nieznane leśne, bagienne i dzikie tereny było czymś niebezpiecznym. Można było zabłądzić lub być złupionym, ewentualne zabitym. Jedynym rozwiązaniem była komunikacja wodna. To dlatego dotarli tu duńscy Wikingowie zakładając Truso (przy okazji pozdrowienia dla p. Marka Jagodzińskiego), a Krzyżacy od Torunia przez Grudziądz, Gniew, Kwidzyn szli do Elbląga. Czemu nie do Gdańska? Bo Wisła tak łatwo do morza nie wpływała, a w samym mieście był już Świętopełk. Od tej pory komunikacja wodna da rozwój Elblągowi. Będzie port i stocznia. Będą ryby i handel. Pojawi się Hanza. Nowe Miasto Elbląg odcięte od wody, będzie biedniejsze i słabsze. Za Stefana Batorego miasto przeżywać będzie lata swojej świetności. Słupy miernicze w Piekle, u rozejścia się Wisły i Nogatu sprawiedliwie dzielić będą wodę: 2/3 do Gdańska, 1/3 do Elbląga i Zalewu. Dalej byli mennonici i osuszanie żuławskich polderów. Potem będzie Schichau, pierwsze parowce i pogłębiarki toru wodnego. Rozwój stoczni nabierze niespotykanego przyspieszenia. A dalej? No cóż: wojna, zmian granic, zamknięty tor wodny w Piławie i tak bliski, a tak daleki Obwód Kaliningradzki. Pojawi się też coś współczesnego, taka wisienka na torcie – przekop mierzei i jego realizacja.
I teraz zostało już tylko narzekanie i marudzenia. A w tym, w Elblągu jesteśmy mocni. Bo na Zalewie nic się nie dzieje. Turystyka kuleje, ryb mało, kormoranów za dużo. Kolej nadzalewowa – szkoda mówić. Port w Elblągu? No jest. I co dalej? No jest! Handel z Królewcem, ba? Dobrze, że trochę tych Niemców na Kanale i pochylniach. Tylko czy to coś wnosi do całości? Malkontenctwo to kontentowanie, zadawalanie się złem. Bez sensu! Kto o zdrowych zmysłach chciałby tego? Czy pamiętacie Państwo Smerfa Marudę? Żenująca postać. Nieprawdaż? Więc zerknijmy raz jeszcze na mapę Bertmana. Zobaczmy jak pięknie położone jest nasze miasto. A skoro Wikingowie, Polacy, Czesi, Krzyżacy, Lubeczanie, Holendrzy – mógłbym tak jeszcze długo, znaleźli tu swoją ojczyznę, a woda i morze im w tym nie przeszkadzały, przeciwnie, zapewniły rozwój i bogactwo. To i nam może się uda? A może już trochę się udało? Gorsi od nich nie jesteśmy. Ja przynajmniej w to wierzę.