Dzisiaj jest piątek, 18.05.2012

Rejestracja | Logowanie

E-mail

Hasło



Nie pamiętam hasła

Zaloguj się poprzez konto
na Facebooku



Jeśli posiadasz konto na Facebooku możesz logować się u nas klikając w powyższy przycisk

Co z tą kremacją?

sobota, 29.10.2011 15:52, Autor: Andrzej Kilanowski

Podobno najgorsze będą czerwie, larwy pewnego gatunku much, które dobiorą się do naszego ciała w kilka godzin po śmierci. Może wystarczyć kilka, kilkanaście takich insektów, żeby ich potomstwo mogło zabrać się do pracy. By się im oprzeć, trzeba pamiętać, że lubią one ciepło. To dlatego ciało zmarłego nie powinno być nadmiernie rozgrzane, a w prosektorium jest zawsze zimno. Cóż z tego, skoro "w naszym klimacie zwłoki ssaka lub ptaka przyciągają najpierw niektóre muchy (Musca, Curtonevra); kiedy tylko zaczynają ulegać rozkładowi, do dzieła przystępują nowe gatunki, Calliphora i Lucilia. Pod wpływem działania bakterii i soków trawiennych wydzielanych przez larwy, zwłoki przechodzą w stan mniej lub bardziej płynny i stają się siedliskiem fermentacji masłowych i amoniakalnych. Po trzech miesiącach muchy kończą swe dzieło i zastępują je legiony tęgopokrywych z rodzaju Dermestes oraz łuskoskrzydłych Allgosa pinguinalis (...). Wysuszone i zmumifikowane, goszczą jeszcze innych biesiadników; larwy mrzynków i trutni, gąsienice Aglosa cuprealis oraz Tineola bisellelia. To one kończą cykl”. Zacytowałem drastyczny i dość obszerny fragment z Houellebecq’a i jego „Cząstek elementarnych”. Masakra. Dreszcze przechodzą po plecach. Czyż nie lepsza jest kremacja? Bardziej humanitarna, mniej drastyczna? Okey. Tyle tylko, że opis francuskiego skandalisty jest nie do końca prawdziwy, jego alergia na to, co metafizyczne aż nadto widoczna.

By nie być ignorantem rozmawiałem ze znajomymi lekarzami. Prosiłem o informacje od patomorfologa. Każdy rozkład ciała ludzkiego jest inny. Zależy od organizmu, rodzaju śmierci, wieku. Od miejsca pochówku, pokroju gleby, wilgoci. Przede wszystkim pory roku. Trumny. W wielu wypadkach mamy do czynienia z mumifikacją zmarłego. Doszukiwanie się na siłę czegoś sensacyjnego, innego od naturalnych procesów biologicznych oraz epatowanie fetorem i zgnilizną - graniczy z tanim horrorem klasy B lub ideologicznymi przesłankami, które mniej lub bardziej negują możliwość wskrzeszenia ciała ludzkiego. I to wydaje się być meritum sprawy. Jakaś podświadoma niechęć do chrześcijaństwa i chyba niewiara, że nie tylko dusza (świadomość, jaźń), ale i ciało, kiedyś zmartwychwstałe będzie żyć wiecznie. Prochy człowieka, najlepiej jeszcze rozsypane w górach lub nad morzem – to jest to! Czy na pewno? Człowiek to nie tylko jakaś energia uniwersum. Estetyczny, czysty popiół, który po zakończeniu życia scala się z duchem wszechświata. Każdy z nas to indywiduum. Niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Nie może być tak, że rozpływa się ono w bezkresnej masie nicości kosmosu. Zaistnieliśmy jako owoc miłości. Miłości naszych rodziców i Boga, który powołał nas do życia. Bezcenny dar egzystencji każdego z nas nie może kończyć się absurdem obcych kulturowo zapożyczeń z religii hinduskich, czy urną z prochami męża na stoliku obok telewizora. Chyląc czoło przed zagadką śmierci, chcę wierzyć, że będzie ona bramą mojego życia wiecznego, z ciałem i duszą – bo tylko takie życie ma sens.

Skoro słowa te pisze osoba duchowna, co więcej dogmatyk z wykształcenia, kilka uwag praktycznych:

- istnieją dwa dokumenty odnoszące się do interesującej nas materii: Dekret Kongregacji Rzymskiej dotyczący pogrzebu związanego z kremacją zwłok z 2009 oraz list Episkopatu Polski „O szacunku dla ciała zmarłego i obrzędach pogrzebu związanego z kremacją zwłok” (będzie czytany 13 listopada br.),

- obowiązuje bezwzględne pierwszeństwo i nadrzędność pochówku zwłok, a nie prochów,

- dopuszcza się kremację, jeżeli występują określone przyczyny jej zastosowania i nie towarzyszą im pobudki negujące naukę chrześcijańską i wiarę w zmartwychwstanie,

- nie powinno się sprawować mszy pogrzebowej nad urną z prochami.

W praktyce ważne jest stwierdzenie, jeżeli występują określone przyczyny jej zastosowania. Kongregacja domaga się precyzyjnego określenia, o jakie przyczyny jej zastosowania chodzi (np. urna z prochami przybywa z zagranicy), zostawiając równocześnie możliwość ich określenia i interpretacji biskupowi. Ostatecznie to ordynariusz będzie mógł decydować o konkretnych wypadkach, co więcej decyzja taka scedowana będzie w praktyce na proboszcza, który będzie wyrazicielem decyzji, wrażliwości i duchowego wyczucia tego ostatniego.

PS.

O obiektywności podejścia do kremacji niech świadczy jej „reklama” na Dębicy. Wchodząc głównym wejściem elbląskiej nekropolii otoczeni jesteśmy kolumbarium. Przypadek, czy no właśnie, czy co?


na bieżąco