Leniwe Święto
sobota, 05.11.2011 08:17, Autor: Ksiądz Andrzej Kilanowski
Może jestem zbyt naiwny. O pewnych rzeczach nie wypada mówić. Zresztą, może nie mam racji i jest to tylko mój subiektywny punkt widzenia. Nie czuję jednak 11 listopada.
Wiem - Święto Niepodległości. 123 lata niewoli i zaborów, które w końcu dobiegły końca. Wolność, która jeszcze do niedawna była poza zasięgiem marzeń. A przyszła przecież. Tak niespodziewanie i pięknie. Tylko dlaczego w listopadzie? Gdy szaro, ponuro, smutno i plucha. Zimno na dodatek. Nie oszukujmy się, takie dni, jak teraz mamy - to wyjątek. Dużo bym dał, by zobaczyć, jak świętowano ten dzień w Polsce dwudziestolecia. Bo w tej obecnej chyba nie czujemy tego święta. Kto się nie cieszy, że nie trzeba iść do pracy? Fajnie poleniuchować trochę. Poleżeć w łóżku odrobinę dłużej. W końcu nie śpieszyć się tak bardzo.
Samo święto przechodzi gdzieś obok nas. Coś zrobi prezydent w Warszawie. Jak zwykle jakaś – nie oszukujmy się niszowa, bo gdyby nie dziennikarze nikt by ich nie zauważył – demonstracja: lewacy kontra młodzież wszechpolska. U nas w katedrze będzie nabożeństwo, dalej defilada, złożenie kwiatów. Wysyłamy zaproszenia, prosimy oficjalne delegacje. Może jakaś akademia w szkole. Nawet w telewizji nie ma co oglądać. Za dużo patosu, pełnej męczeństwa historii, parad wojskowych. No właśnie, gdyby nie wojsko, to by pewnie nikogo na tych uroczystościach nie było. Po prostu trzeba/wypada je obchodzić i zorganizować. Tyle tylko, że nas przy tym nie ma. Chyba, żeby to był długi weekend. Wtedy to inaczej. Może jakiś Egipt lub Turcja?
A chciałoby się, żeby było inaczej. No właśnie tylko jak? Kiedyś śp. ks. Józef Tischner pisał o „przeklętym darze wolności” i chyba proroczo wiedział, co mówi. Bo o wolności dużo się rozprawia, gdy jej nie ma. Czuje się, czym ona jest, gdy jej zabraknie. Gdy ktoś ją nam zabierze, nie pozwoli z niej korzystać. Gdy nie możemy na nią liczyć w domu, pracy, polityce. Gdy nasze poglądy ktoś cenzuruje i ogranicza. Gdy zmusza się nas do czegoś na siłę. Gdy już jest, to traktujemy ją jako coś tak oczywistego, że szkoda mówić. Jest i basta. No jak to, żeby nie było wyboru między Pepsi a Colą, Nokią a Samsungiem, Nike a Adidasem, Tuskiem a Kaczyńskim?! To normalne. To ja mam prawo wyboru i ja decyduję. Tak było, jest i będzie. Tyle tylko, że to nieprawda. Nie ma nic bardziej kruchego, narażonego na utratę. O wolność trzeba dbać. Być wdzięcznym, że istnieje. Że dotyczy także innych, a nie tylko mnie. Pamiętać, że niesie za sobą odpowiedzialność. Że śmiesznym jest na nią narzekać, skoro samemu dokonało się wyboru. Bo żyć w wolnym, demokratycznym kraju nie każdemu jest dane.
Bogu dzięki, utrata wolności czy jakieś straszne wojny nam nie grożą. Tyle tylko, że niby wolna gospodarka doby globalizacji może okazać się tak delikatna i pozorna. I naprawdę nie chcę być Wernyhorą, żadne EU czy NATO nam nie pomogą. Bo kolejne fale kryzysu greckiego, badania ratingowe, egoistyczne molochy bankowe mogą pokazać, jak bardzo wolność, o której tyle wszyscy mówią, jest bezbronna i krucha. I że cenę za to wszystko będziemy płacić także my. Bogu ducha winni! „Leniwie” świętując naszą listopadową wolność pamiętajmy, jak bardzo może ona być zawłaszczona przez wredny egoizm, brak odpowiedzialności i frazeologię słusznych haseł (tych politycznych i gospodarczych), nijak się mających do rzeczywistości, która nie zawsze jest i będzie idealna.